Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 sierpnia 2011

Portrety i monety - policz kobiety.

Podczas przejażdżki rowerowej możemy doświadczyć ataku różnych istot, zjawisk i rzeczy. Agresorem może być drzewo, durszlak, znak drogowy, tona gnijącego Azerbejdżanu, wombat. W piątek, przy przejeżdżaniu przez Rynek Kościuszki, dopadła mnie wystawa Narodowego Banku Polskiego i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - "Portrety i monety".

Wspaniała inicjatywa, szczytny cel, sławne twarze i monety... monety na palcach, uszach, w oczodole, w dłoni i na dłoni, w buzi i gdzie nie tylko. Teraz pytanie: Co tu jest nie tak?

Zapewne wiele rzeczy, ale proszę drogi czytelniku, droga czytelniczko obejrzeć wszystkie fotografie po kolei. Nic? To proszę wrócić do początku i tym razem idąc wzdłuż wystawy policzyć kobiety.

Otóż na 62 wystawione w Białymstoku zdjęcia kobiety znajdują się na... 10. Wśród dostojników kościoła, polityków, reżyserów, prezesów, sportowców i aktorów znajdziemy 4 aktorki, 2 podróżniczki, 2 prezenterki, lekkoatletkę i kobietę, pod nazwiskiem której jest puste pole (żona Czesława Niemena). 

W porządku, może taki był zamysł autora, może taka była koncepcja, ale po powrocie do domu z ciekawości zaglądam na stronę internetową, gdzie opisana jest wystawa i czytam: 

"Na ponad 100 fotografiach znaleźli się wybitni przedstawicielE świata kultury i życia społecznego, aktorzy, ekonomiści, sportowcy, medaliści olimpijscy oraz podróżnicy, którzy prezentują najpiękniejsze monety okolicznościowe NBP."

Otóż jak się okazuje najwybitniejszymi przedstawicielKAMI polskiego świata kultury i życia społecznego są głównie aktorki i prezenterki. I nie żebym zarzucał coś autorowi zdjęć, albo tym bardziej żebym negował dorobek tych wspaniałych kobiet, które z przyjemnością oglądam i słucham. Odniosłem po prostu smutne wrażenie, że pominięto wiele ważnych postaci, choćby Janinę Ochojską, Hannę Suchocką, Agnieszkę Holland, Marię Janion, Agnieszkę Graff i wiele innych. Kobiety nauki, polityki, społeczniczki, kobiety, które osiągnęły o wiele więcej niż niejeden mężczyzna. Może w innych miastach dobór sylwetek był lepszy, może wymienione akurat przeze mnie panie są trudno dostępne albo odmówiły, co nie zmienia faktu, że przy niewielkim wysiłku można byłoby poszukać więcej i bardziej różnorodnych postaci kobiecych jakże ważnych dla kultury i społeczeństwa.

Nieświadomie (jak podejrzewam) twórcy akcji pokazali rolę kobiet w polskim życiu publicznym, jako dobrze wyglądających, ale mało istotnych, ozdób i urozmaicenia w męskim świecie.

Tymczasem w naszym zalążku spółdzielni najbardziej pracowita i zdeterminowana do działania jest właśnie kobieta i chwała jej za to. 

P.S. W trudnych chwilach, pamiętaj Aniu, że postawiłem Cię w klasyfikacji ponad Joannę Szczepkowską ;D

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Wschód kultury

Ostatnio odbył się wernisaż wystawy „Podróż na Wschód”. Wydarzenie to, pomimo że często nawiązywało do przeszłości, tchnęło świeżością i było wiosną w środku lata. 

Sztuka nie zaszyła się bezpiecznie między ciasnymi murami galerii, ale wyszła na zewnątrz, aby pozdrowić białostockich przechodniów i przypomnieć o sobie. W pejzażu miejskim pojwiły się fokusy, których nie sposób minąć obojętnie. Najbardziej charakterystycznym z nich, kontrowersyjnym i medialnie nagłośnionym jest mapa Azerbejdżanu ułożona na dziedzińcu Pałacu Branickich z póltorej tony warzyw, które będą przez dwa miesiące sobie gnić, rozkładać się i śmierdzieć. Przesłanie artysty o sytuacji kraju wydaje się być aż nadto czytelne.

Jednak to, co okazało się być najbardziej inspirujące i wniosło w moim odczuciu najwięcej, mieści się w Starej Elektrowni przy ulicy Elektrycznej. Największe wrażenie zrobiła na mnie instalacja, wykorzystująca minimum środków (kilka dzianych strzępów porozrzucanych na podłodze w ciemnym, przypominającym ciasną, mroczną piwnicę pomieszczeniu). Automatycznie uruchomiła szereg skojarzeń z torturami, więzieniem, wojennymi obozami pracy. Odczucie, jakie wzbudziła, było piorunujące.

Samo miejsce, jakim jest budynek Starej Elektrowni, odegrało znaczącą rolę w odbiorze sztuki. Specyficzny, stęchły zapach unoszący się w powietrzu, industrialna architektura, czas zaklęty w murach i unikatowej podłodze z drewnianych klocków (coś w rodzaju bruko-parkietu) musiały wpłynąć na wyraz i odbiór prezentowanych dzieł.

Liczył się także sam dzień wernisażu, bo miło jest przecież poprzebywać wśród interesujących ludzi, a czasami i pośmiać się w duchu z tych, którzy najbardziej „snobizują się sztuką” :)

Osobiście cieszył mnie również fakt, że wystawę obejrzałam wraz z moją najbliższą rodziną i przyjaciółmi. Mój półroczny synek towarzyszył mi cały czas, wygodnie usadowiony w chuście i był najsurowszym z krytyków, gdyż naturalnie reagował na wszystko, co pobudza zmysły i przyciąga uwagę, a na widok zakonnicy odkurzającej ołtarz w jednym z filmów rozpłakał się. 

Życie kulturalno-towarzyskie Białegostoku kwitnie. Fajnie obserwować progres, uczestniczyć w wydarzeniach, które tchną świeżością i inspirują do działania. Miasto pięknieje nie tylko pod względem wizualnym, ale również duchowo, ponieważ twórcza energia zaraża, zatacza coraz szersze kręgi i uderza z coraz silniejszą mocą.

Koleżanki i koledzy z grupy inicjatywnej Akcja Kooperacja trzeba brać się do roboty! Mamy pomysły, umiejętności, chęci i zapał. Jestem pewna, że stworzymy miejsce kolorowe, wyjątkowe, fantastyczne, które nie pozostanie obojętne dla kultury, sztuki i pozytywnej, białostockiej atmosfery. 

Wprost nie mogę się doczekać!!!