Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 września 2011

Przez sen tworzenie

W marzeniach jest pięknie, wspaniale, bezproblemowo, szajning i takie tam złocenia. Chcesz założyć wyjątkowy dom pogrzebowy? Nie ma problemu. Klientów i klientek nie zabraknie. Realizujesz najbardziej wybujałe scenariusze pogrzebów humanistycznych, śpiewy bałkańskie przy spuszczaniu w dół trumny w kształcie Dolly Parton, najazd karłowatych raperów na jednorożcach podczas stypy, nagrobek z piernika...

Z marzeń przechodzisz do realizacji i już nie jest tak fajnie. Miejscowy ksiądz staje w konkurencyjne szranki i podbiera klientów, turbo-folkowym divom psują się samoloty, przychodzi pozew o wykorzystanie wizerunku Dolly, raperzy strajkują, koniom odpadają z łbów stożki itd.

I co teraz? Kopnąć się motywująco w ośrodek zawziętości i realizować plan z całym bogactwem nieistniejącego jeszcze inwentarza czy ograniczyć jednak fantazję, uskromnić zamiary i zaśpiewać samemu, dogadać się z duchownym a kopytnego wierzgającego zmienić na bujanego?

Akcja Kooperacja powoli tego doświadcza. Co prawda, nikogo jeszcze nie chowamy, ale zdarza się już, że ktoś (nawet my sami i same sobie) lub coś strzyka nam śliną w oczy śmiejąc się przy tym sardonicznie. Rozdziawia się do tego i ukazuje przeżutą tartę z jabłek w jamie chłonąco-trawiącej.

Pierwszym naszym zepsutym odrzutowcem Lepy Breny okazał się statut. Niby porządkuje, niby pomaga. Ale tu już trzeba było zrezygnować z produkcji wahadłowców a tam porzucić pragnienie toczenia stali albo prowadzenia restauracji ĄĘ. No nijak nie masz sposobności.

Później z kopyta policzkuje biznesplan. Bądź mądry i baw się w jasnowidzkę. Zgadnij ile czego Ci zejdzie, jak się skutecznie zareklamować lub jakie ceny wprowadzić za rok. Sprawdzamy, męczymy, obgryzamy długopisy, strzępimy języki na podpytywanie.

I gwoździe programów (znaczy się spotkań) - na pewno nie do trumny - czyli informacje, że tu nam nie pomogą, tam nam czegoś nie użyczą, gdzieś indziej trzeba się będzie przebijać młotem pneumatycznym przez beton.

Aleeee... kto by się tam stresował przy tak wspaniale pomarańczowym niebie, jakie właśnie widzę, gdy odwracam się od monitora. Załatwi się młota, skończy biznesplan, a abstrakcjami i nierealnymi marzeniami niech zajmie się pewne Tworzywo. Idę na spacer.

środa, 24 sierpnia 2011

Nieistniejąca logika, chory sens.

Białystok ma całkiem niezłe reklamy. Województwo podlaskie też fajnie się promuje. Przynajmniej w porównaniu z poprzednimi latami i piszę to oczywiście wyłącznie ze swojego punktu widzenia. Filmiki promocyjne, jak to reklamówki - ładne, barwne, z pozytywnym przekazem. Na każdej niemalże podkreślany aspekt wielokulturowości. Że niby jest naszą dumą, radością i wzbogaca lokalną społeczność.

Żubr z logo województwa podlaskiego składa się z wielokolorowych pikseli. Symbolizować mają zapewne różnorodność naszej kultury. W rzeczywistości żubr ten powinien być czarny, tak jak podpalone drzwi mieszkania jednej z białostockich rodzin.

Zniszczone elewacje w synagogach w Krynkach i w Orli, zdewastowane pomniki i obcojęzyczne tablice, podpalenie domu modlitwy. To doniesienia tylko z ostatnich dwóch tygodni. Ukazuje się nam obraz całkiem nieprzyjaznego regionu, zwłaszcza jeśli dołożyć do tego relacje wielu osób z zagranicy (studentów, uchodźców, imigrantów) ich rodzin i znajomych, standardowe już ozdabianie murów swastykami i napisami przypominającymi początki ubiegłego wieku, nie tak dawne ataki na obiekty związane z Ludwikiem Zamenhofem i językiem esperanto.

Co na to władze? Smutne, ale od porządkowania tego są służby.

Co na to służby? „Przecież się nie podwoimy.

Sąsiedztwo? Pewnie się boją i nie bez powodu zresztą. A poza tym, czy policjant lub radny się nie boi? W końcu też ludzie. Tylko czy tego strachu nie można pokonać? Czy musimy poczekać jednak na biały marsz ku czyjejś pamięci?

Kim są ci ludzie, którzy tak pieczołowicie dbają o czysto polski (przymiotnik określając zbiór właściwie pusty) wizerunek Podlasia? Nazywają siebie patriotami.

Moim zdaniem poznałem w ciągu ostatnich sześciu miesięcy wiele patriotek i wielu patriotów, chociaż żadne z nich się tak nie określiło. Co ciekawe dresy noszą najwyżej do biegania lub sprzątania, jeżeli łysieją, to z powodów naturalnych, a farb używają do odświeżania pokojów, ewentualnie malowania... na płótnie. 

Działają na rzecz mieszkańców i mieszkanek Podlasia, urozmaicają ofertę kulturalną tego regionu i najzwyczajniej w świecie pracują, również NAD SOBĄ, by być jeszcze lepszymi ludźmi, choć i tak już są zajebiści i zajebiste.

Ale nie, pozwalamy prawicowym wykrętom (zarówno oszołomom z ulicy jak i demagogom zwanym politykami) zagarniać pojęcie patriotyzmu, przez co to słowo nie kojarzy się wielu Polakom i Polkom bynajmniej dobrze. Nie wyobrażam sobie, żeby moje życie było aż tak żałosne i mało wartościowe, żeby poświęcać je na gnębienie innych. Jak dużo strachu i niewiedzy trzeba w sobie mieć, żeby wylewać taką nienawiść? To chyba nawet nie jest wkurzające, to po prostu tragiczne...

wtorek, 23 sierpnia 2011

Miłość ma dwa zęby i gryzie

Uffff… W końcu mogę odetchnąć i skorzystać z tego, że mamy taką wspaniale wygodną, wielką sofę w mieszkaniu. Kolejny dzień ząbkowej traumy za nami. Edgarowi wyrzynają się dwie dolne jedynki. Są ostre jak igiełki, przecinają mu dziąsła, a on wariuje. Jeść nie, spać nie, tu nie, tam nie i wszystko- nie! Drżę na myśl, że to dopiero początek naszej zębatej przygody. Teraz zasnął, a ja mam chwilę spokoju. 

Zaraz? Mam PRAWIE chwilę spokoju, bo mój mąż z kolegami z zespołu urządzili próbę piętro niżej. Dodam, że grają metal, który raczej nie należy do najcichszych gatunków muzycznych.

Moje chłopaki są wyjątkowo głośne. Dodatkowo brudzą, nie zawsze ładnie pachną, wymagają ode mnie sporo pracy i jeszcze więcej cierpliwości. Mimo to są dla mnie niemal wszystkim i zupełnie nie potrafię wyobrazić sobie świata i życia bez nich. 

Rzeczywistość skonstruowana jest w ten popaprany sposób, że kocha się przeważnie tych, którzy są upierdliwi i mają ten jakże wyjatkowy dar doprowadzania nas do szewskiej pasji. Może zresztą to i dobrze, bo przecież miłość trudna nie jest nudna, za to wesoła i można się pośmiać, choć czasami przez łzy.

A propos trudnych relacji! Spotkaliśmy się dzisiaj w naszym, spółdzielniowym gronie, po długiej przerwie, aby zacząć konkretne prace nad biznesplanem. Muszę przyznać, że biznesplan i ja chyba się w sobie zakochaliśmy. 

Biznesplan jest stuprocentowym mężczyzną. Wiem to na pewno, bo go za cholerę nie ogarniam, przez co wzbudza on we mnie ciekawość i rozpala dzikie rządze. Zapowiada się długotrwały, namiętny romans z biznesplanem.

Mężu, który nie wiem, czy czytasz mojego bloga, w najbliższych dniach będziesz musiał powalczyć o mój czas i serce z wyjatkowo silnym i wymagającym rywalem. I co ty na to?